Blog o komunikacji z inwestorami
w serwisie internetpr.pl
Kategorie: Wszystkie | Dzień dobry | Giełda a polityka | case study
RSS
poniedziałek, 02 czerwca 2008
Tanio! Tanio! Tani kapitał z giełdy!

Proszę sobie wyobrazić sytuację, gdy do salonu samochodowego przychodzi klient, rozgląda się, przymierza do różnych modeli. Sprzedawca zaczyna z nim rozmowę, dyskutują o zaletach i wadach samochodu, o wyposażeniu dodatkowym, w końcu o cenie, rabatach i szczegółowych warunkach zakupu. W pewnym momencie klient pyta sprzedawcę: "Proszę mi powiedzieć, dlaczego właściwie sądzi Pan, że powinienem kupić akurat ten model i akurat u Pana?" I słyszy odpowiedź: "Bo Pan chyba lekko podejmie decyzję o wydaniu kilkudziesięciu tysięcy złotych z domowego budżetu." Ile sekund zajmie temu klientowi wyjście z salonu i trzaśnięcie drzwiami?

Dokładnie tak samo czują się inwestorzy, którzy słyszą od zarządu spółki planującej debiut na giełdzie: "Zdecydowaliśmy się publiczną emisję akcji dlatego, że chcemy pozyskać środki na rozwój taniej niż z kredytu bankowego." Takie zdanie jest wyrazem wyjątkowego braku szacunku dla inwestorów. Inwestorzy indywidualni powierzają przecież spółce swoje własne oszczędności, a zarządzający - pieniądze klientów, którzy im zaufali i stale ich rozliczają.

Mit o tanim kapitale z giełdy niestety ciągle pokutuje w świadomości części zarządów i właścicieli spółek. Trudne czasy na rynku kapitałowym może jednak zweryfikują to i spowodują, że spółki będą się odnosiły z odpowiednim szacunkiem do ludzi, którzy pozwalają im dynamicznie rozwijać się.
Pozdrawiam,

Piotr Biernacki

08:10, piotr_biernacki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 stycznia 2008
Prospekty: ilość nie przechodzi w jakość

Rekordowy pod względem liczby debiutów 2007 rok był czasem intensywnej pracy dla domów maklerskich i kancelarii prawnych opracowujących prospekty emisyjne. Jednak po raz kolejny okazało się, że mamy na rynku zbyt mało specjalistów, którzy potrafią napisać dobry, kompletny i przejrzysty prospekt emisyjny...

Giełda Papierów Wartościowych i Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych zorganizowały 9 stycznia konferencję "Wykonywanie obowiązków informacyjnych - podsumowanie 2007 r." Nie uczestniczyłem osobiście w konferencji, ale przeczytałem relację z niej w wydaniu Parkietu z 10 stycznia. Po lekturze miałem uczucie deja vu...

W jednym z punktów programu Jarosław Ostrowski, Dyrektor Departamentu Emitentów Komisji Nadzoru Finansowego, mówił o jakości prospektów emisyjnych w 2007 roku. A jakość ta jest, co tu dużo mówić, niespecjalna. Zdaniem Ostrowskiego, to właśnie niechlujne i niedopracowane prospekty emisyjne odpowiadają za to, że ich zatwierdzanie w wielu przypadkach ciągnie się miesiącami. Urząd Komisji zgłasza dziesiątki i setki uwag emitentom i oferującym, ci odpowiadają, potem otrzymują kolejne uwagi... Moje uczucie deja vu wzięło sie z tego, że rok wcześniej słyszałem podobną opinię KNF na temat prospektów w 2006 roku.

Trzeba przyznać, że 133 prospekty emisyjne zatwierdzone w 2007 roku przez Komisję to duża liczba w porównaniu z poprzednimi latami. Ostrowski ujawnił, że obecnie w Komisji jest złożonych ponad 100 prospektów, a w całym 2008 roku spodziewa się zatwierdzenia nawet 200 dokumentów.

W takiej sytuacji warto zastanowić się, co można zrobić, żeby prospekty były zatwierdzane szybciej. Ruch w tym zakresie mogłyby wykonać dwie strony: zarówno Komisja, jak i emitenci. Komisja mogłaby odstąpić od szczegółowego badania treści prospektów emisyjnych i skupić się wyłącznie na kontrolowaniu ich prawidłowości formalnej. Jest to postulat zgłaszany nie od dziś przez niektórych uczestników rynku kapitałowego. W tym zakresie stanowisko KNF jest jednak stanowcze i jednoznaczne: nie będzie żadnego uproszczenia wymogów wobec przyszłych emitentów. Czy to dobrze? Państwu pozostawiam odpowiedź na to pytanie.

Co mogą w takim razie zrobić przyszli emitenci, którym zależy na czasie? Przede wszystkim skoncentrować się na starannym doborze doradców w procesie IPO, od których zalezy jakość prospektu. Po drugie, przy wyborze doradców trzeba kierować się właśnie kryterium jakości usług, a nie ceną usługi jako głównym wyznacznikiem dokonywanego wyboru. Rynek prospektów emisyjnych rośnie w tempie kilkudziesięciu procent rocznie, a grupa ekspertów, którzy potrafią pisać dobre prospekty, nie rośnie tak szybko. W tej sytuacji aktywni na rynku eksperci mają więcej pracy, niż moga ogarnąć, co powoduje albo działanie pod nadmierną presją czasu, albo zmusza do korzystania z podwykonawców - oferujących z kolei usługi czasami średniej jakości.

Czy zaoszczędzenie kilkudziesięciu, a nawet kilkuset tysięcy złotych na etapie wybierania doradców do procesu IPO warte jest przedłużenia całego procesu pozyskiwania kapitału o kilka miesięcy? Jak te zaoszczędzone pieniądze mają się do korzyści utraconych dlatego, że warte kilkadziesiąt milionów złotych inwestycje rozpoczną się i zakończą kilka miesięcy później niż planował zarząd? Czy warto ryzykować, że w czasie, gdy słabej jakości prospekt zbiera cięgi w KNF, konkurencja sprzątnie nam sprzed nosa firmę, którą chcieliśmy przejąć? To są pytania do zarządów i właścicieli przyszłych debiutantów...

Kiedy na rynku ofert publicznych będzie krucho, domy maklerskie i kancelarie prawne będą konkurowały o emitentów zarówno niskimi cenami, jak i wysoką jakością usług. Na razie jednak tanio nie znaczy dobrze, a za jakość wyższą od średniej trzeba zapłacić.
Pozdrawiam,

Piotr Biernacki

P.S. Przy okazji tego pierwszego w 2008 roku wpisu na blogu chciałbym życzyć Państwu samych sukcesów w Nowym Roku!

13:41, piotr_biernacki
Link Komentarze (1) »
środa, 03 października 2007
Cichy debiut?

W poniedziałek 1 października w Gazecie Prawnej ukazała się wypowiedź Jarosława Dominiaka, prezesa Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, w której poruszył on kwestię prowadzenia relacji inwestorskich wobec inwestorów indywidualnych na etapie IPO. Przywołuje on przykład spółki, która nie widziała sensu komunikowania się z inwestorami indywidualnymi, a trzy tygodnie później, po załamaniu koniunktury giełdowej, nagle zapragnęła tę komunikację intensywnie prowadzić. Oba podejścia wynikały z porad agencji IR/PR.

Trend polegający na minimalizowaniu, czy wręcz pomijaniu roli inwestorów indywidualnych w IPO dało się zauważyć w ostatnich kilkunastu miesiącach. W czasie silnej hossy oferty rzeczywiści sprzedawały się 'na pniu' i wystarczył dobry roadshow wśród instytucji, żeby mieć zapełnioną, a nawet kilkukrotnie 'przekręconą' książkę popytu w IPO prawie każdej spółki. Transze przeznaczone dla inwestorów indywidualnych były ograniczane do jednej piątej wszystkich oferowanych akcji, a domy maklerskie, chcąc zarobić na odsetkach, proponowały kredyty z kilkudziesięciokrotnym lub nawet stukrotnym lewarem.

Nieuwzględnianie roli inwestorów indywidualnych w komunikacji jest jednak po prostu głupie. Chociaż większą część oferty kupują instytucje, które stoją później na straży stabilności kursu akcji, to właśnie inwestorzy indywidualni generują codzienną płynność i obroty. Ich rola jest ponadto nie do przecenienia w przypadku spółek, które mają rozproszony akcjonariat, bez dominującego, większościowego akcjonariusza.

Prowadzenie relacji inwestorskich z inwestorami indywidualnymi jest jednak sprawą trudną. Wymaga zupełnie innych narzędzi niż komunikacja z zarządzającymi w instytucjach. Przede wszystkim, do inwestorów indywidualnych nie da się dotrzeć w formule face-to-face. Roadshow po całej Polsce, tak popularnych w latach dziewięćdziesiątych, dziś się praktycznie nie organizuje, bo na spotkania w POK-ach przychodzi po kilka osób. Koszt duży, a skuteczność - żadna.

W dobie internetu i stabilnych mediów gospodarczo-finansowych to właśnie sieć i dziennikarze są kanałem, przez który można dotrzeć do licznej rzeszy inwestorów indywidualnych z informacją o spółce. Kluczowe jest dotarcie do mediów z przejrzystą i ciekawą informacją. To z mediów (i to z artykułów, a nie z reklam) inwestorzy indywidualni czerpią pierwsze dawki wiedzy o nowych spółkach. Po dalszą wiedzę sięgają do serwisu internetowego relacji inwestorskich spółki, do raportów analitycznych biur maklerskich i na fora dyskusyjne.

Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można doradzić prezesowi spółki planującej IPO coś takiego, jak 'cichy debiut', o którym pisze Jarosław Dominiak. Tak samo, jak też nie potrafię sobie wyobrazić, że można byłoby doradzić próbę sprzedaży spółki wyłącznie inwestorom indywidualnym. W relacjach inwestorskich, tak jak w ogóle w komunikowaniu, trzeba zachować umiar i wyważenie. To jest często najtrudniejsze do osiągnięcia.
Pozdrawiam,

Piotr Biernacki

12:13, piotr_biernacki
Link Komentarze (1) »
piątek, 08 czerwca 2007
Prospekt na wczoraj

Chociaż od pewnego czasu przepisy prawa nie wymagają udostępniania prospektu emisyjnego w wersji papierowej, to siła tradycji powoduje, że emitenci poza wersją elektroniczną umieszczoną w serwisie internetowym dostarczają inwestorom także wersję wydrukowaną. Zawsze pojawia się problem: jak szybko da się wydrukować prospekt?

Na pewnym etapie współpracy agencji IR z przyszłym debiutantem, zwykle w czasie, gdy prospekt leży w Komisji Nadzoru Finansowego i czeka na kolejną porcję uwag, na spotkaniu omawiany jest szczegółowy harmonogram tego, co wydarzy się po decyzji o zatwierdzeniu prospektu. Spółce i oferującemu zależy na czasie i chcieliby zorganizować konferencję prasową jak najszybciej, najlepiej dzień po decyzji KNF. Niewdzięczną rolą agencji IR jest wtedy przypomnienie, że chociaż można zaprosić dziennikarzy z dnia na dzień, to jednak na konferencji wypadałoby wręczyć im po jednym egzemplarzu ciepłego jeszcze prospektu.

Wszystko pięknie. Konferencję zorganizujemy. Prezentacje wydrukujemy, wykonamy follow-up itp. Tylko kto nam złoży, wydrukuje i oprawi przynajmniej 30 egzemplarzy trzystustronicowej książki? Oferujący zwykle nabiera wody w usta, agencja mówi, że znane i sprawdzone w sytuacjach ekstremalnych drukarnie potrzebują na to kilku dni, natomiast prawie zawsze prezes spółki twierdzi, że ma takiego znajomego, który ma drukarnie i on po znajomości bez problemu to wydrukuje. Agencja mówi: wydrukuje - ok, ale nie zdąży oprawić. A jak oprawi, to nie nałoży na okładki lakieru, bo farba musi wyschnąć. Prezes na to: to mój znajomy, on jest świetny, nie takie rzeczy robił. Agencja: jasne, wierzymy i cieszymy się. Ale czy wcześniej zdąży to złożyć? Przecież ostateczną wersję tekstu będziemy znali dopiero po decyzji KNF. Prezes: złoży, złoży, przecież to chwila-moment.

Wtedy agencja prosi, aby prezes upewnił się u znajomego Superdrukarza, że zdąży zrobić w tym terminie (24 godzin), te wszystkie czynności. Po paru dniach, przy okazji innej rozmowy prezes pyta, czy agencja zabukowała termin druku prospektu w jednej z tych sprawdzonych drukarni. Bo jego znajomy drukarz powiedział, że oczywiście zrobi to zlecenie. Tyle, że ekspres kosztuje +150%, a termin wykonania to 10 dni. Roboczych ;-)

Warto przy ustalaniu harmonogramu oferty zostawić sobie ok. 48-72 godzin pomiędzy zatwierdzeniem prospektu a planowanym dniem jego publikacji. Warto też sprawdzić zawczasu kilka dobrych, szybkich drukarni. A w sytuacjach, gdy rzeczywiście nie da się czekać na druk tradycyjny, można skorzystać z usług drukarni cyfrowej, w której zaoszczędzimy trochę na czasie druku (ale nie składu) kosztem wyższej ceny każdego wydrukowanego egzemplarza.
Pozdrawiam,

Piotr Biernacki

15:16, piotr_biernacki
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 maja 2007
Wysokie standardy niezbędne na new/connect

Przestrzeganie wysokich standardów ładu korporacyjnego przez spółki na rynku new/connect stanie się 'być albo nie być' tej platformy obrotu. Kluczową rolę w ich ustanowieniu i utrzymaniu będą mieli Autoryzowani Doradcy i przede wszystkim Giełda Papierów Wartościowych.

Logo rynku new/connect22 maja 2007 roku Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła regulaminy alternatywnego systemu obrotu organizowanego przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Poznaliśmy oficjalną nazwę Nowego Rynku: new/connect. Zgodnie z zapowiedziami Ludwika Sobolewskiego, prezesa zarządu GPW, debiutu pierwszych spółek możemy spodziewać się w ciągu kilku miesięcy (być może już w sierpniu, jak mówią niektórzy).

Rynek new/connect startuje w doskonałym momencie. Polska gospodarka rozwija się w świetnym tempie i wszystko wskazuje na to, że to tempo będzie utrzymane w najbliższych latach. Wiele młodych i dynamicznych spółek potrzebuje kapitału, który pozwoli im przekroczyć magiczną barierę, za którą będą mogły sięgnąć po środki z funduszy private equity lub dołączyć do grona 300 spółek notowanych na GPW. Przed tą barierą mają do dyspozycji finansowanie prywatne oraz kredyty bankowe, których dostępność jest jednak ograniczona poziomem zadłużenia spółki oraz często niemożliwością wygenerowania dodatniego strumienia gotówki w najbliższym czasie. Rynek new/connect ma się stać 'przedszkolem', w którym wyrosną spółki na tyle duże, aby wejść na GPW.

Z punktu widzenia doradcy ds. Relacji Inwestorskich interesują mnie dwie sprawy: co i do kogo mam komunikować pracując ze spółką zainteresowaną new/connect. Co, czyli jakie biznes plany będę 'sprzedawał' inwestorom. Do kogo, czyli jacy inwestorzy będą zainteresowani tym systemem obrotu. W przypadku dobrego pomysłu na biznes, można nim zainteresować inwestorów, zwłaszcza instytucjonalnych, nawet w przypadku, gdy już w trakcie pierwszej emisji wiadomo, że spółka zanotuje zyski dopiero za rok czy za dwa lata. Oczekiwanie na zwrot z kapitału jest możliwe w takiej perspektywie czasowej, jeśli ten zwrot będzie odpowiednio wysoki, rzędu kilkuset procent.

Jeśli chodzi o inwestorów, to liczę na możliwość przekonania szeregu instytucji do wydzielenia niewielkiego procenta (lub promila) zarządzanych przez nie aktywów i zainwestowania na new/connect. Jak już pisałem, ta inwestycja w konkretną spółkę będzie się opierała bardziej na zaufaniu do Autoryzowanego Doradcy, niż na dokładnej analizie biznesu i strategii spółki. Zarządzający miliardami złotych nie będzie miał czasu na uważne przestudiowanie Dokumentu Informacyjnego w przypadku oferty, w którą angażuje się na poziomie kilkuset tysięcy złotych.

Mniej restrykcyjne regulacje określające obowiązki informacyjne na new/connect będą jednak wymagały scisłego przestrzegania zasad ładu korporacyjnego w spółkach. Powinno na tym zależeć nie tylko zarządom spółek (często tożsamym z właścicielami), ale także Autoryzowanym Doradcom i samej GPW. Nawet jedna 'afera', czy 'szwindel' w pierwszych latach funkcjonowania new/connect mogłaby skutecznie zachwiać zaufaniem inwestorów do tego parkietu, co z kolei utrudniłoby jego rozwój. Ważne jest, aby w pierwszych kilku latach funkcjonowania na new/connect zadebiutowało kilkuset emitentów, gdyż tylko w ten sposób ten rynek ma szansę stać się środkowoeuropejskim AIM-em, a nie drugim CeTO.

Wierzę, że instytucje zaangażowane w rozwój new/connect mają tego świadomość. Kluczową rolę w procesie tworzenia dobrych standardów ma GPW, która wydając w najbliższych miesiącach i latach znaczne fundusze na promocję tego rynku, powinna pamiętać o tej kwestii.
Pozdrawiam,

Piotr Biernacki

15:51, piotr_biernacki
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2007
Narzędzia

BPH TFI poinformowało w marcu tego roku, że klientom została udostępniona nowa usługa o nazwie „oddzwonimy do Ciebie”. Zwracam Waszą uwagę na to rozwiązanie, ponieważ zapewnienie płynnego i stałego kontaktu z inwestorami jest jednym z największych wyzwań i stanowi stały punkt wszelkich rankingów oceniających naszą pracę.

Pomysł BPH TFI wydaje się co najmniej godzien uwagi osób zajmujących się IR w spółkach publicznych. Na stronie internetowej tego towarzystwa można wypełnić krótki formularz, a uprawniona osoba oddzwania i przekazuje nam właściwe informacje.

Uwagę zwraca zwłaszcza to, że obie strony mogą zaplanować dogodny czas rozmowy (oczekiwaną porę połączenia wskazuje się w formularzu). Można też z łatwością przygotować się do rozmowy, gdyż inwestor wypełniając formularz ma możliwość zgłoszenia zagadnień, które chciałby omówić.

Przy okazji powstaje ciekawe pytanie – czy są jakiekolwiek merytoryczne przesłanki aby twierdzić, że fundusze inwestycyjne i emerytalne nie prowadzą działań investor relations?

Zapraszam do dyskusji.

Piotr Bieżuński

20:10, piotr.biezunski
Link Dodaj komentarz »
Co to są relacje inwestorskie?

Przyglądając się polskiemu rynkowi kapitałowemu wiele razy obserwowałem działania typowo promocyjne przystrojone w piórka relacji inwestorskich. Zdarza się to szczególnie często w przypadku uroczystych debiutów giełdowych, kiedy „show” zastępuje komunikację spółki z inwestorami. Rzecz jasna nie ma w tych praktykach nic niewłaściwego, jeśli tylko nazwiemy po imieniu działania, na które wydajemy pieniądze i poświęcany czas, oraz wskażemy korzyści z ich organizacji.

Z drugiej strony, ku mojemu zaskoczeniu niektórzy praktycy przeczą faktowi, że częścią świadomie prowadzonych relacji inwestorskich jest wypełnianie przez spółki publiczne* tzw. obowiązków informacyjnych**. Najczęściej osoby te twierdzą, że działania te należą do sfery tzw. compliance***.

Spójrzmy zatem, jak określają IR największe i najbardziej poważane na świecie organizacje samorządowe zrzeszające profesjonalistów zajmujących się investor relations.

Definicja amerykańskiego National Investor Relations Institute (NIRI): investor relations is a strategic management responsibility that integrates finance, communication, marketing and securities law compliance to enable the most effective two-way communication between a company, the financial community, and other constituencies, which ultimately contributes to a company's securities achieving fair valuation.

Definicja londyńskiego Investor Relations Society (IRS): investor relations is the communication of the relevant and necessary information by which the investment community can consistently make an informed judgment about the fair value of a company’s shares and securities.

Piotr Bieżuński

*spółka publiczna – zgodnie z ustawą z 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych (Dz.U. nr 184, poz. 1539 z późn. zm.) rozumie się pod tym pojęciem spółkę, w której co najmniej jedna akcja jest zdematerializowana (w rozumieniu przepisów ustawy z 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi, Dz.U. nr 184, poz. 1538 z późn. zm.)

**obowiązki informacyjne – obowiązkowe komunikaty spółek publicznych przekazywane do publicznej wiadomości w oparciu o wymogi prawa krajowego lub unijnego

***compliance – wypełnianie tej funkcji przez organizację pozwala zapewnić zgodność działalności z obowiązującym prawem, standardami i procedurami, ponadto minimalizuje ryzyko zaburzeń w tej sferze

17:53, piotr.biezunski
Link Komentarze (2) »
Powitanie

Witam wszystkich, którzy interesują się relacjami inwestorskimi!

W kwietniu na liście dyskusyjnej InternetPR pojawiło się pytanie o branżę najbardziej chłonną pod względem oferty PR. Nie byłem zaskoczony, gdy wskazano na „branżę IR w spółkach giełdowych”.

I rzeczywiście; przeglądając strony internetowe agencji PR, od kilkunastu miesięcy znajduję coraz więcej doradców oferujących usługi spółkom debiutującym na giełdzie. W każdym razie taki wniosek można wyciągnąć z lektury stron www...

Dynamika, szybkość oraz nieprzewidywalność to determinanty rynku kapitałowego. Osoba zawodowo parająca się IR powinna być głodna wiedzy o najnowszych narzędziach i trendach w tej dziedzinie, ale też pamiętać o dorobku praktyków i naukowców z międzynarodowych rynków kapitałowych ostatnich kilkudziesięciu lat. Jest to zawód dla ambitnych, takich, którzy nie spoczną szybko na laurach; wymaga solidnej wiedzy i wszechstronności. Niezwykle istotne jest samokształcenie, udział w spotkaniach branżowych oraz wymiana doświadczeń i spostrzeżeń.

Będę się zatem dzielił z Wami swoimi doświadczeniami i obserwacjami, mając nadzieję, że w ten sposób przyczyniam się nieco do profesjonalizacji polskiego rynku kapitałowego.

Liczę na to, że będzie to komunikacja dwustronna, zgodnie z najlepszymi praktykami public relations i investor relations. Zapraszam do lektury i zachęcam do nadsyłania przydatnych informacji oraz komentarzy.

Serdecznie pozdrawiam

Piotr Bieżuński

17:47, piotr.biezunski , Dzień dobry
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2007
Nowe relacje inwestorskie

Nowy Rynek, który prawdopodobnie już w lipcu uruchomi Giełda Papierów Wartościowych, będzie nie tylko platformą finansowania dla małych, dynamicznych spółek, ale stanie się testem dojrzałości polskiego rynku kapitałowego i sprawdzianem, jaką rolę w relacjach inwestorskich odgrywa trudny do zmierzania i jednocześnie bardzo istotny czynnik - zaufanie.

Zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli Giełdy Papierów Wartościowych, już w lipcu może zostać uruchomiony Alternatywny System Obrotu, zwany roboczo Nowym Rynkiem. A już jutro Komisja Nadzoru Finansowego może zatwierdzić regulamin Nowego Rynku.

Nowy Rynek ma być platformą finansowania i obrotu dla małych i średnich spółek o dużym potencjale wzrostu. Spółki, które będą planowały ofertę o wartości do 2,5 mln Euro kierowaną do z góry określonej grupy inwestorów, nie będą musiały sporządzać prospektu emisyjnego, a jedynie dokument dopuszczeniowy - zgodnie z założeniami mniej obszerny, a zatem tańszy do sporządzenia niż prospekt emisyjny. Jednocześnie spółka notowana na Nowym Rynku będzie zobowiązana do minimum rocznej współpracy z Autoryzowanym Doradcą, który nie tylko pomoże spółce wejść na rynek, ale też będzie prowadził doradztwo strategiczne w dalszych działaniach spółki, w tym w zakresie wykorzystania środków pozyskanych z emisji.

Pojawia się pytanie, jak będą wyglądały relacje inwestorskie spółek notowanych na Nowym Rynku. Zależne to będzie od odpowiedzi na inne pytanie - kto będzie inwestował na Nowym Rynku. Chociaż alternatywny system obrotu ma innych charakter niż rynek regulowany, to jednak także potrzebuje zarówno inwestorów instytucjonalnych gwarantujących stabilność oraz indywidualnych generujących obroty i zmienność kursu. Jakie działania planuje GPW, żeby zachęcić obie grupy do inwestowania w małe, ale dynamiczne spółki?

Nie mam obaw co do inwestorów indywidualnych. Na pewno znajdzie się wielu chętnych na akcje, które mają, lub mogą mieć wysoki potencjał wzrostu, nawet kosztem podwyższonego ryzyka. A ryzyko będzie większe, bo spółki na Nowym Rynku będą małe, często młodsze i mniej doświadczone niż te obecne na rynku regulowanym. Dokumenty dopuszczeniowe będą zawierały mniej informacji o spółkach, a one same będą też miały mniej rygorystyczne obowiązki informacyjne.

Trudności pojawią się jednak z zainteresowaniem inwestorów instytucjonalnych. Dla zarządzającego, który ma pod opieką aktywa o wartości dziesiątków i setek milionów złotych, inwestycja kilkuset tysięcy złotych w spółkę będzie przecież niezauważalna. Już dziś, gdy na GPW jest notowanych około 300 spółek, trudno jest ich zainteresować tymi o kapitalizacji mniejszej niż kilkadziesiąt milionów złotych. Ktoś, kto ma w portfelu dwadzieścia kilka spółek, zużywa dużą część swojego czasu na analizowanie ich. Nie sądzę, żeby chciał poświęcić kilka godzin na analizę dokumentu dopuszczeniowego, prezentacji i oferty spółki, która może stanowić jeden promil jego portfela, przyniesie zysk dopiero za 2-3 lata i będzie na dodatek mało płynna.

Sądzę, że w takiej sytuacji relacje z inwestorami instytucjonalnymi będą się opierały nawet nie przede wszystkim, ale wyłącznie na zaufaniu. Zarządzający, z którym Autoryzowany Doradca ma dobre, długoletnie kontakty, zainwestuje w spółkę przez niego reprezentowaną. Zainwestuje nie na podstawie analizy prospektu i dokumentów, ale po prostu na podstawie opinii osoby, której ufa.

Nowy Rynek, mimo wzoru w postaci londyńskiego AIM-u, jest eksperymentem Giełdy przeprowadzanym na polskich inwestorach. To, czy się powiedzie, będzie testem dojrzałości naszego rynku kapitałowego. Ten test wykaże między innymi, jakie jest znaczenie zaufania w relacjach inwestorskich w Polsce.
Pozdrawiam,

Piotr Biernacki

12:43, piotr_biernacki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 kwietnia 2007
Misiowy IR

Knut aus Berlin :-)Wszystkim czytelnikom naszego bloga o IR oraz kolegom redaktorom składam serdeczne życzenia spokojnych i radosnych Świąt Wielkanocnych.

Z tej okazji chciałbym się z Wami podzielić miłą ciekawostką, którą wczoraj opublikował Onet.pl za Informacyjną Agencją Radiową.

Kurs akcji berlińskiego zoo zależy w ostatnich tygodniach w dużej mierze od... misia. Słynny w Berlinie biały niedźwiadek Knut cieszy się taką popularnością, że zoo spodziewa się znacznego wzrostu odwiedzin w okresie świątecznym. Kurs akcji wzrósł od połowy marca o 80%.

Tylko... jak analitycy umieszczają w swoich modelach aktywo w postaci misia? ;-)
Pozdrawiam,

Piotr Biernacki

15:02, piotr_biernacki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2